
Sprawa została wyjaśniona.
Główny osiłek-zabijaka – to stały klient sklepu.
Siedział 10 lat, wyszedł pół roku temu.
Ma normalny stosunek do Ukraińców, ale ogólnie to łobuz.
Była długa kolejka, jak to bywa w niedzielę, więc postanowił, że nie będzie czekał, i wcisnął się przed wszystkich.
Ukrainka (około 20 lat) zwróciła mu uwagę.
Powiedział, żeby się wypchała.
Zamiast zamilknąć, zaczęła mu mówić: „chodźmy na zewnątrz” (miała w samochodzie paralizator [elektroszoker], więc była odważna).
Jednak, na nieszczęście jej i jej towarzysza, jak widać na nagraniu, ten osiłek po prostu nie dał się obezwładnić paralizatorem.
Fatalny błąd.
Skąd wzięło się jeszcze dwóch facetów – to zagadka; jeden z nich chyba był z tym osiłkiem, drugi po prostu przejeżdżał obok.
Krótko mówiąc, „pobito go za ukraiński akcent” – to kolejne kłamstwo mediów, które powtarza się już po raz dziesięciomilionowy.